Korzyści płynące z relacji człowiek-zwierzę (inne gatunki)

Socjologia dała mi pomysł na ten post, a dokładniej praca zadana przez panią (napisałam nawet pracę na ten temat, posłużyłam się książką "Ludzie i zwierzęta" Krzysztofa Tomasza Koneckiego (jednego z najbardziej znanych polskich socjologów zajmujących się m.in.: interakcjami człowieka z naturą i ze zwierzętami)).

O odpowiedzi poprosiłam na grupie Biznes, blogowanie i marketing dla kobiet. O dziwo odzew był dość dużo, dzięki czemu powstał dość obszerny wpis gościnny, że tak to nazwę. Większość osób opisywała swoje relacje z psami, kotami i królikami (są to pierwsze wymienione korzyści), przedostatnia osoba interesuje się wilkami, a ostatnia zajmuje się pszczołami.


"Tego, że nie warto się spieszyć ze wszystkim na gwałt, trzeba też myśleć o sobie i po prostu dać sobie chwilę wytchnienia na relaks i odpoczynek. W końcu mój kot jest mistrzem w odpoczywaniu i dawaniu sobie czasu - absolutnie na wszystko  Nawet na powolne przejście z kuchni do pokoju" ~ Elżbieta K.

"Moja relacja z psem to matka - jedynak. Spełniam każdą zachciankę mojego yorka. Czego się nauczyłam? Że muszę, nie ma wyjścia. I tak, kiedy był maleństwem, gotowałam mu kaszki, choć obrzydza mnie ten zapach, chodzę z nim na szczepienia, choć panicznie boję się igieł, trzymam na rękach, kiedy jest usypiany do zabiegu, bo wiem, że będzie czuł się bezpiecznie.Oczywiście, nauczyłam się też, że jedzenie niekoniecznie służy do jedzenia, bo może być świetną zabawką, a ciało przetrwa więcej, niż można się spodziewać " ~ Wiele Kropek

"Od moich psów nauczyłam się okazywania innym zainteresowania. Dla mnie psy są tylko jedną z wielu rzeczy w życiu - a ja ich całym światem. Szaleją ze szczęścia, gdy wracam do domu. Ba! Cieszą się jak szalone, gdy wychodzę z łazienki. Są zawsze chętne do współpracy - nigdy nie odmówią zabawy ani spaceru. I zawsze są wdzięczne za moją uwagę. Widzę, jak ważne jest dla nich moje zainteresowanie, dlatego staram się okazywać im go jak najwięcej.
Dzięki temu zaczęłam zwracać uwagę na zainteresowanie, jakim obdarzają mnie inni ludzie w codziennym życiu. Uśmiecham się i odpowiadam na uśmiech, słucham z uwagą, nie ignoruję osób, które chcą ze mną nawiązać kontakt, jestem życzliwa. Dzięki temu otrzymuję dużo ciepła i wdzięczności od otoczenia. I nawiązuję fantastyczne znajomości". ~ Daria | Mistrzyni Codzienności

"My mieliśmy królika. Ale nie takiego, który siedzi w klatce. To był królik wolny - do niego należał cały dom. Nauczył nas, że rodzina jest najważniejsza. Byliśmy jego stadem (tylko nie wiem do końca, czy uważał się za człowieka, czy nas za króliki) - pilnował nas, najszczęśliwszy był, kiedy nikogo nie brakowało. Na swój króliczy sposób starał się o nas dbać. Zazwyczaj biegał wszędzie za mną (jedyną samicą  , ale kiedy syn ciężko zachorował, przez kilka dni nie ruszał się z progu jego pokoju - wyglądało to, jakby go po prostu pilnował. Nauczył nas też, że to, kim się urodziłeś, nie determinuje tego, jaki będziesz i jak mają Cię postrzegać inni. On urodził się królikiem - powinien być płochliwy. Tymczasem był bardzo odważny. Kiedy do domu przychodził ktoś obcy, podążał za nim na wyciągniętych łapach (chyba, żeby się wydawać wyższym/większym niż był) i z uszami nastawionymi do przodu. W podobny sposób nacierał na koty, których też zupełnie się nie bał (koty sąsiadów uciekały, bo jak wytłumaczyć przerośniętą mysz, która leci prosto na ciebie?  Dzięki temu zresztą zupełnie przestały odwiedzać nasz ogródek ;)). Odkurzacz był jego wrogiem - jednak, zamiast uciekać w panice, kładł się na drodze, a kiedy próbowałam go przesunąć, gryzł szczotkę od odkurzacza 
Nauczył nas miłości - takiej prawdziwej, bezinteresownej i bezwarunkowej" ~ Hanna K.
"Julia i Hanna napisały to, czego sama bym lepiej nie ujęła - acz wiele tego nauczyłam się od... kotów. Swoich kotów, bo w życiu miałam kilka. Teraz w domu mam jednego Pana Kota - dwuletniego Houdiniego - który pod wieloma względami jest jeszcze kocim dzieckiem, oraz sześcioletnią suczkę, która kocha nas miłością bezwarunkową. 
Pieseł nauczył mnie, że jeśli ktoś wraca po długiej nieobecności, to nie powinniśmy się gniewać, że tak długo go nie było, tylko cieszyć się, że wreszcie wrócił. I że wszędzie jest wesoło i fajnie, ale dom jest najważniejszy. Koty nauczyły mnie, że byle papierek może być powodem do uciechy - i nieważne, ile masz lat, wciąż można się cieszyć byle czym.
Swego czasu pisałam nawet o tym, dlaczego kot jest najlepszym przyjacielem fotografa, także zostawiam link do tekstu" ~ Sztuka Retuszu


"Od mojego kota nauczyłam się respektowania granic. Tego, że każdy żywy organizm, jest całkowitą indywidualnością, której nie da się opanować i podporządkować własnym regułom. A czasami odnoszę wrażenie, że mamy takie tendencje do tego, żeby ustawiać otoczenie po swojemu. Nie tylko zwierzęta, ale też dzieci, a nawet dorosłych ludzi  Z kotem to nie przejdzie" ~ Ewa B.
"Obserwując wilki w filmach przyrodniczych, reportażach, czytając o nich książki nauczyłam się, co to znaczy prawdziwa, bezwarunkowa więź. Nie tylko miłość, ale także przyjaźń, czy rodzina. Wilki na pierwszym miejscu stawiają swoją watahę. Dbają o młodsze rodzeństwo, oddają ostatni kawałek mięsa. Są strażnikami, odważnymi przywódcami, które młodym nie szczędzą czułości. Współgrają ze sobą idealnie-każdy zna swoją pozycję w stadzie i jej pilnuje.
Nie zabijają dla zabawy, jedynie tyle, ile potrzebują do wyżywienia watahy- to wspaniała kontrastowa metafora względem ludzi, którzy czują się panami świata wyrządzając bezcelową krzywdę...
Wilki uczą, żeby dbać o swoją rodzinę i nie zabiegać przy tym o więcej niż potrzebujemy" ~ Julia
A teraz najdłuższa odpowiedź, w której znajdziecie jak rozpoczęła się przygoda Justyny i co z tego otrzymała.

"Zacznijmy od tego, że pasją do pszczół zaraził mnie mój Tata, pszczelarz pasjonat, którego pasja zaprowadziła do zawodowstwa, a tym samym przekształcenia swojego hobby w pracę. Od dzieciństwa przyglądałam się mojemu Tacie przy pracy, trochę więc wiedzę o pszczołach (przynajmniej tę podstawową) "wyssałam z mlekiem matki" 😀 Już mając kilka lat pszczoły dały mi pierwszą lekcję pt. "nie wsadzaj nosa tam gdzie nie trzeba" 😀 Przez tydzień po tym bliskim spotkaniu chodziłam z podpuchniętym okiem 😀

Potem, przez wiele lat nie interesowałam się pszczołami. Wraz z wejściem w wiek dojrzewania interesowali mnie znajomi, chciałam iść na studia, zakochać się - ot marzenia przeciętnej młodej osoby wchodzącej w dorosłe życie 😉 Tory moje i pszczół jakoś naturalnie się rozeszły.

Skończyłam studia i zaczęłam pracę w korporacji - marzyłam o tym i praca w prestiżowej firmie bardzo mnie cieszyła. Jednak czas pokazał, że marzenia a rzeczywistość to dwie różne rzeczy. Po jakimś czasie praca zamiast cieszyć zaczęła męczyć. I to bardzo. Tak bardzo, że nawet zmiana firmy nie pomogła 😉

Pewnego weekendu pojechałam do rodziców i spędzałam czas na działce. Obserwowałam pszczoły i myślałam sobie jak bardzo mnie pszczeli świat kiedyś fascynował.
Przypomniałam sobie to jak bardzo logiczne i poukładane są te zwierzęta, jak bardzo człowiek się do nich przywiązuje i jak bardzo  darzy je szacunkiem jak tylko je nieco bliżej pozna.
Wtedy też zrozumiałam, że szczęście leży blisko i że to nie korporacja jest spełnieniem marzeń, a praca przy pszczołach i zgłębianie wiedzy o nich.
I od tego momentu ponownie zaangażowałam się w pracę przy pszczołach, wróciłam do nauki o nich i postanowiłam przede wszystkim obserwować ich zachowania - to dzięki obserwacji człowiek się najszybciej uczy.

Od pszczół i dzięki nim nauczyłam się bardzo dużo. Przede wszystkim sama praca przy pszczołach uczy cierpliwości oraz pokory. Pokory ponieważ jeden błąd może kosztować pszczelarza bardzo dużo, nawet utratę całej pasieki. Pokory bo nie wszystko co przeczyta się w książkach jest prawdą i natura bardzo szybko to weryfikuje... Pokory bo tylko poprzez doświadczenie i naukę na własnych błędach można zostać dobrym pszczelarzem

Pszczoły nauczyły mnie też cierpliwości. Na efekty pracy i działań podejmowanych w pasiece trzeba czekać. Nie ma tak, że wykona się daną rzecz i jej rezultaty widzi się natychmiast. Ba! Czasem widzi się je dopiero po roku

Pszczoły nauczyły mnie również opanowania i spokoju. Porywczość, agresja, nerwy - to się przy pszczołach nie sprawdza. Po pierwsze dlatego, że każde działanie w pasiece należy przemyśleć, a po drugie dlatego, że pszczoły jeżeli wykazują agresję to można je "pokonać" tylko opanowaniem. Grunt to nie dać się pszczołom sprowokować do ataku i wykazać się większym spokojem od nich.

Pszczoły nauczyły mnie także logicznego myślenia i główkowania 😉 Często można w pasiece spotkać sytuacje o których nie piszą w książkach i jeżeli nie ma się w pobliżu pszczelarza, który widział już w swojej karierze wszystko to niestety ale nie pozostaje nic innego jak samemu wymyślić rozwiązanie problemu.

Pszczoły nauczyły mnie także jeszcze większego szacunku do natury. Podziwiam to jak ich społeczność jest zorganizowana i jak fantastycznie działający jest to organizm. Nie mogę przestać zachwycać się nad tym jak natura stworzyła sposób w jaki funkcjonuje pszczela rodzina.
Pszczoły nauczyły mnie także, że kluczem do sukcesu w wielu przypadkach jest współpraca. Jednostka nie jest w stanie zdziałać tyle co sprawnie działająca i współpracująca grupa.

Dzięki pszczołom zrozumiałam także, że jest coś takiego jak poświęcenie dla innych, poświęcenie w imię wyższego dobra. Nazwałabym to pewnego rodzaju altruizmem 😉 Wiesz, że pszczoła, która przyniosła do ula zatruty nektar swoim tańcem zakomunikuje to innym pszczołom i nie wejdzie do ula tylko zginie na zewnątrz?"


Zdjęcia użyte w poście zostały pobrane ze strony Unsplash.

Komentarze

  1. Zwierzęta są absolutnie cudowne :) Wszystkie z tych historii są ciekawe, przyjemnie się je czytało ;) Ja nie wyobrażam sobie, jak można mieć dom bez zwierzaka. Teraz mam kota i psa, ale w swoim życiu miałam królika, świnkę morską, duże i małe psy i absolutnie każde z nich było cudowne i wiele uczyło, mimo że nie potrafiło mówić ;) No i najważniejsze - widać było, że wszystkie te zwierzaki kochały całą rodzinę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądre wypowiedzi. Zwłaszcza o uwadze, dajemy zwierzakom dużo uwagi, a czy ludziom też? czasem mam wrażenie, że znikamy całkiem w świecie pośpiechu i braku uwagi, takiej strasznej powierzchowności. Dzięki zwierzakom, możemy brać i dawać właśnie uwagę...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Majowe krasnoludki 2016 roku